browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Stare Miasto w Lublinie

Pojedzeni i opici cydrem ruszyliśmy na rynek, na którym rozstawione były kramy jarmarku – czyżby już przedświątecznego?
do albumu zdjęć

Starówka Lubelska

W. oczywiście natychmiast wypatrzył stoisko z wyrobami mięsnymi – w tym z sałem(!) – gdzie kupił co nieco. Podobały mu się jeszcze stoiska z serami, ale niestety w hotelowym pokoju nie ma lodówki, więc nic nie kupił. Pozostałe stoiska też nie były „typowe”, dla przykładu na jednym z nich oferowano skarpety z wyszytym napisem „babcia (+imię)”. Ciekawy prezent od dzisiejszej młodej babci, która nawet nie wie jak się robi skarpety…
Zaraz za rynkiem natrafiliśmy na informację turystyczną i pogadaliśmy sobie na tematy różne z bardzo chętnymi do pomocy i rozmowy niewiastami. Aż nie chciało się stamtąd wychodzić, ale trzeba było pójść wykorzystać chociaż część informacji u nich uzyskanych. Na przykład o Koziołkach,
Kozioł przy Bramie

Kozioł przy Bramie

które wzorem wrocławskich Krasnoludków, stawiane są w Lublinie.
Przez Bramę Krakowską opuściliśmy starówkę (przy niej stał jeden z Koziołków), by wejść na nastrojowy deptak: Krakowskie Przedmieście, którym spokojnym krokiem doszliśmy na plac Litewski z pomnikami: Unii Lubelskiej i Marszałka Józefa Piłsudskiego. Oprócz pomników i przyklasztornego kościoła o.o. Kapucynów, który był o dziwo otwarty, można było również zajrzeć przez portal do Wilna.
portal do Wilna

Portal do Wilna

Wyśmienity pomysł na pomachanie ludziom będącym w innym mieście i przekazanie im uśmiechów. Trochę szkoda, że przez portal przechodzi jedynie wizja (fonii brak), ale może ma to i dobre strony: ludzie różnych narodów rozumieją się bez słów.
W międzyczasie Erynia skontaktowała się ze swoim znajomym z blogu Gotuj się!, który zaprosił nas na wernisaż „Mapy Światów Obok” do Fundacji Szpilka na ulicy 3 Maja pod numerem 22. Daleko nie było więc o 18:00 stawiliśmy się na miejscu. Trochę współczujemy Fundacji, że przydzielono jej jedno mieszkanie bez żadnych do niego praw – tak, że nawet remontu zrobić nie mogą, a cała kamienica aż się o remont prosi. Trzeba jednak przyznać, że Fundacja przy tak miernych środkach potrafiła zainteresować wystawą akwareli Patrycji Turek tak wiele osób. Drzwi się prawie nie zamykały, oglądających i komentujących (jak najbardziej pozytywnie) było z kilkadziesiąt osób. Oglądaliśmy i komentowaliśmy i my. Ciekawostką był napis na drzwiach: „Zwierzęta mile widziane”. Jedno z nich, przemiły mały pies, przywitał nas drzwiach i można się nim było cieszyć w chwilach wolnych od podziwiania akwareli.
Opuszczając wernisaż, nie to że byliśmy szczególnie głodni, ale postanowiliśmy coś zjeść przed snem. I to był błąd – wybraliśmy żydowską restaurację Mandragora w Rynku, a tam same dobre rzeczy, które kusiły do degustacji – a to miała być „drobna przekąska”. Nie była „drobna”, i ledwo doturlaliśmy się do hotelu – nażarci ale szczęśliwi!
Po drodze zobaczyliśmy wielu „spacerowiczów” z krzyżami przypiętymi do plecaków. W. oczywiście musiał spytać jednego z nim z jakiej to okazji. Okazała się nią Ekstremalna Droga Krzyżowa organizowana co roku w Lublinie. Co kto lubi…
poprzedni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.